poniedziałek, 30 czerwca 2014

Warsztaty Frisbee * Klatek ciąg dalszy

Weekend minął nam - konkretnie mi i Hemi - na warsztatach poświęconych frisbee, a w zasadzie przygotowania siebie i psa do tego sportu. Warsztaty zorganizowało Bavaria Team, a prowadziła je Paula Gumińska. Wszystko odbywało się na rozległych terenach zielonych przy warszawskim Centrum Olimpijskim.
Jestem ogromnie zadowolona z zajęć - oprócz bardzo sympatycznej atmosfery i nowych znajomości łyknęłam dużo wiedzy z dziedzin, które mnie najbardziej interesują: szeroko pojętej pracy z psem, motywacji, egzekwowania posłuszeństwa i ćwiczeń z samoświadomości psiego ciała. Słuchałam, obserwowałam, rozumiałam i ćwiczyłam pod czujnym okiem zakręconej Pauli. Teraz muszę tę wiedzę jakoś sobie uporządkować, spisać i też pewnie naskrobię coś na blogu.
To były pierwsze warsztaty, w jakich brałam udział i jedyne, do czego mogę się przyczepić to brak wcześniejszej informacji o tym, że podczas pogadanek psy powinny być w klatkach lub samochodach. Dla osób już obeznanych warsztatowo lub związanych ze światem psich sportów jest to na pewno oczywistą oczywistością. Nasze psy (nasze - bo udaliśmy się we trójkę ze znajomymi i ich czworonogami) czekały bardziej lub mniej spokojne przypięte do drzew, a potem po prostu leżąc na kocach obok nas, ale był też jeden psiak, który bardzo źle znosił odosobnienie i bezczynność. Więc jeśli ktoś z was będzie się wybierać na warsztaty lepiej zawczasu dopytać się o szczegóły :) I przygotować swojego psa na to, że przez jakiś czas będzie musiał się dezaktywować ;)

Przyjemnie wymęczona, wczoraj wieczorem poszłam jeszcze z obiema dziewczynami (żeby Dota nie strzeliła focha) na placyk spotkać się z siostrą i jej psem, i doszłam do wniosku, że taki tryb życia - psi tryb życia - jest dla mnie rewelacyjny, i że w takie dni jak ten moje psy są cudowne i kochane. Siostra stwierdziła, że to dlatego, że w końcu miałam dla nich czas - i tak, cały weekend poświęcony psom to jest wystarczająca ilość czasu, jaki poświęciłam psom :) Kilka godzin dziennie to za mało.
W przyszłym tygodniu warsztaty smyczowe, na które zabieram właśnie starszą z lasek.

Jeszcze nowości odnośnie postępów w klatkowaniu. Dota już pierwszą noc przespała w klatce - całą, Hemi trochę się czaiła, ale w końcu się przekonała. Wczorajszą noc przespała prawie całą w kennelu, było jej jednak za gorąco i wybrała chłodne płytki przy drzwiach balkonowych.

Hemi na warsztatach - nakręcanie na szarpak

piątek, 27 czerwca 2014

święty spokój

Zapowiadają się zmiany - klatki zamówione na Zooplusie właśnie dojechały. Po powrocie do domu zacznie się trening i przyzwyczajanie dziewczyn do ich nowych nor. Dota dzielnie znosi samotność w domu, ale Hemi niestety nie do końca się to podoba, jest niespokojna, gadatliwa i szczeka. Liczę na to, że kennele pomogą w tej sytuacji, w dodatku Dota będzie miała bezpieczne schronienie przed Małą.
Zaczęłam też pracę nad samokontrolą - swoją i suk. Zasiliłam się wiedzą tutu i tu, i postanowiłam wypróbować spacer uspokajający. Po dwóch spacerach widać różnicę. Nie wyglądają one dokładnie tak, jak opisała autorka, ale w połączeniu z wymienionymi źródłami była to inspiracja do działania. Uświadomiła mi, co zaniedbałam i do czego muszę się przyłożyć oraz to, że męczący spacer nie koniecznie musi oznaczać ganianie w tę i z powrotem za piłką (chociaż tego i tak nie praktykowałam). Jak wygląda nasz spacer? Najpierw wychodzę z Hemi. Na początku po kontakcie wzrokowym naprowadzałam ją na siad, teraz już musi sama sobie to wymyślić. Kiedy usiądzie i jest spokojna przypinam jej smycz, otwieram szeroko drzwi i czekam pół minuty, minutę; jeśli jest spokojna - wychodzimy. Jeśli chociaż się podniesie - zamykam drzwi i zaczynamy od nowa. Jeśli za bardzo się podekscytuje wychodząc - wracamy do środka. To samo robię przed drzwiami do windy i wyjściowymi z budynku. Podczas spaceru często pada komenda 'siad', 'leżeć', 'zostań'. Siadam też na trawię i nagradzam psa za bezczynność i zrelaksowanie, trenujemy 'nie rusz' i rezygnowanie z wyrzuconych smaczków lub zabawki. Cały spacer przebiega spokojnie, trwa chyba godzinę, podczas której obie świetnie się bawimy :) Po powrocie Mała dostaje jeść (rozsypuję jej żarcie na podłodze, daję wypchaną kulę-smakulę), a ja to samo ćwiczę z Dotą. Obie są potem niesamowicie zmęczone i padają jak muchy.
Wkrótce chcę przestawić obie dziewczyny na BARF, ale pod warunkiem, że Dota też będzie mogła jeść surowiznę. Dawanie Hemi mięsa, kiedy Dota je suchą karmę... nie będzie dobrym pomysłem.