Drugi dzień warsztatów dał mi jeszcze więcej do myślenia, ale po kolei.
W poprzednim poście zapomniałam opisać ćwiczenia, które wywarło na mnie duże wrażenie, choć psy w nim nie uczestniczyły. Wojtek wziął smycz, poprosił mnie bym złapała drugi jej koniec i przyłożyła karabińczyk do szyi. Potem szarpał smycz i prosił o ocenę siły, z jaką to zrobił i długości, o jaką przesunął smycz w swoją stronę. Szarpanie było okropne, nawet 'delikatne', jednostajne ciągnięcie było nieprzyjemne, frustrujące, a po jakimś czasie wkurzające. Wydawało mi się, że szarpie mocno, używając do tego całej ręki, jednak okazało się, że... to były jedynie lekkie korekty wykonane dwoma palcami. To dało mi obraz, jak pies odczuwa takie atrakcje ze strony właściciela i proponuję to ćwiczenie zrobić wszystkim, niezależnie od tego, jak traktują swoje psy na smyczy. Uczula i może pomóc zrozumieć zwierzaka :)
W segmencie teoretycznym omówiliśmy tematy:
- smycz jako bezpieczna przestrzeń - co to oznacza?
- prowadzenie na smyczy - składowe oceny - pies/przewodnik
- zachowania związane ze stresem - pies/przewodnik
- akcesoria spacerowe: obroża czy szelki, jaka długość smyczy?
- komunikacja i tworzenie głębokiej więzi z psem (to trochę jako bonus)
Znów wywiązała się dyskusja, słuchałam, pytałam i znów słuchałam zafascynowana, świat się wywrócił trochę do góry nogami, ale to też postaram się opisać później.
Potem były ćwiczenia:
- punkt ciężkości: to ćwiczenie robiliśmy w sobotę, opisałam je w poprzednim poście
- pasażer taksówki: my prowadzimy na spacerze, ale to nie oznacza, że pies idzie za nami
- sztuka podążania: dajemy psu prowadzić i staramy się za nim nadążyć
- kelner: praca z bodźcem (jedzenie), rezygnacja i skupienie się na przewodniku; praca z pomocnikiem, pomocnik nagradza psa jedzeniem
- lisia nora: praca z bodźcem (jedzenie), rezygnacja i skupienie się na przewodniku; jedzenie leży na ziemi lub w ręku pomocnika, który kuca, pies nie jest nagradzany jedzeniem za rezygnację
Ćwiczenia były genialne i pokazały, kto ma jaką relację z psem. Część psów była przyzwyczajona, że po nagrodzeniu słownym zaraz dostaną jedzenie i świetnie było to widać, bo natychmiast wpatrywały się wyczekująco w przewodnika. W ćwiczeniu 'kelner' niektóre psy prezentowały rozmaite wyuczone zachowania, niektóre szybko się frustrowały i nie wiedziały, co mają robić. Podobnie było na spacerze, kiedy to psy prowadziły - niektóre były tak zdumione tą sytuacją, że chwilę stały zdziwione, że jak to? Fajnie było na to patrzeć i rozumieć co się dzieje. Zwracaliśmy uwagę na to, co pies stara się powiedzieć, ale przede wszystkim na to, co sami mu mówimy - to okazało się o wiele trudniejsze.
Kurde, wybiłam się z rytmu pisania... Tak to jest, jak się robi kilka rzeczy na raz ;P
W każdym razie - ogólnie ten sposób pracy z psem, jakiego doświadczyłam w weekend zmienił moje podejście do sprawy. Szacunek dla psa, pozwolenie na samodzielne decydowanie o tym, co akurat chce robić, na wykazanie inicjatywy, budowanie więzi z psem - to nie to samo, co kuszenie na smaczek czy choćby nagradzanie jedzeniem. Nie, tutaj podstawą jest właśnie wyrobienie relacji z psem - by nam ufał i czuł się przy nas bezpiecznie, chciał sam z nami współpracować, bez dodatkowego motywowania. Bardzo bardzo bardzo mi się podoba to. Trzeba sobie też zadać pytanie - po co mi pies? I co wiem na jego temat? Jako osoba, która chciałaby w przyszłości zająć się szkoleniem psów, w tej chwili zajmując się szkoleniem siebie, podjęłam też decyzję, by nie uczyć się w jednej z polskich szkół, do której chciałam się właśnie zapisać. Cieszę się ogromnie, że znam angielski na tyle, by swobodnie rozumieć materiały wszelkiej maści w tymże języku; dzisiaj też mam pierwszą lekcję włoskiego i na nauki wywieje mnie właśnie tam :)
Nie wiem, być może dla niektórych to, co napisałam jest oczywiste - ja natomiast 'odkryłam Amerykę', a może raczej wierzchołek góry lodowej.
Dziękuję serdecznie: Bavaria Team i Gosi oraz Talking Dogs i Wojtkowi
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz